Wymarzony Urlop na Rybniku !!!
Dodane przez seba dnia Sierpień 03 2015 19:45:33



Wymarzony Urlop na Rybniku !!!
Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić jak co roku na wędkowaniu. Podjąłem decyzję wraz żoną,że pojedziemy na znany zbiornik Rybnik. Wyruszyliśmy nocą z piątku na sobotę, żeby dotrzeć na miejsce z samego rana. Po przyjeździe była chwila zastanowienia gdzie się rozbijemy. Postanowiliśmy, że będziemy próbować swoich sił na dużym zbiorniku. Po około 3 – 4 godzinach znaleźliśmy miejsce, które nam pasowało pod względem infrastruktury.


Rozszerzona zawartość newsa

Wymarzony Urlop na Rybniku !!!
Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić jak co roku na wędkowaniu. Podjąłem decyzję wraz żoną,że pojedziemy na znany zbiornik Rybnik. Wyruszyliśmy nocą z piątku na sobotę, żeby dotrzeć na miejsce z samego rana. Po przyjeździe była chwila zastanowienia gdzie się rozbijemy. Postanowiliśmy, że będziemy próbować swoich sił na dużym zbiorniku. Po około 3 – 4 godzinach znaleźliśmy miejsce, które nam pasowało pod względem infrastruktury.





Nic o tym miejscu nie wiedzieliśmy, ale postanowiliśmy tym razem tutaj spróbować. Po krótkiej rozmowie z miejscowym wędkarzem, który akurat był parę metrów dalej na innym stanowisku, rozbiliśmy się i przygotowywałem zestawy i łowisko. Zaczęliśmy nęcić i łowić na odległości 250 m od brzegu na głębokości ok. 5 m. Pierwsze zestawy poszły do wody na parę godzin, bo jak wiadomo w tym okresie można łowić do godziny 23:00. Postanowiłem, że w niedzielę rano wysonduję dokładnie łowisko, ale jak się później okazało nie było co wielce sondować. Jakieś 30 m od brzegu była głębokość między 4,5 m do 5 m i tak na odległości do 300m, więc dalej nie było sensu sondować, żeby nie utrudniać sobie wywożenia zestawów łódką zdalnie sterowaną. Na pierwszy ogień poszły kulki bałwanki z kulkami Blue Squid i pop up Secret Forest, testowych kulek Zew Krakena i Racicznica 4d i kulek Arctic Krill zalanych dipem Arctic Krill.







Na każdy zestaw do łódki poszło po około 4 kg zanęty - orzech tygrysi, pellet Halibut i kulki Zew Krakena. Całą niedzielę nic się nie działo na wodzie, ze względu na to, iż było pełno łódek, kajaków. Więc raczej nie mieliśmy co liczyć na branie. Pierwsze branie następuje w poniedziałek o godzinie 20.30. Odjazd na prawej wędce na testową kulkę Racicznica 4d po holu z 250 m melduje się pierwszy misiek zasiadki, taki w przedziale 12-13 kg.





Jest świetnie, wreszcie coś udało się złowić. Do godziny 23.00 już nic się nie dzieje, zwijam kije i kładę się spać, żeby wstać rano i zacząć nowy dzień. We wtorek zmieniłem odległość łowiska na 180 m. Cały wtorek, środę i czwartek nic się nie dzieje, ale przez ten czas do wody poszło z 20 kg zanęty z nadzieją, że miśki wejdą i zaczną pobierać pokarm. Postanowiłem też zmienić zestawy końcowe jak i przynęty. Przypony około 35 centymetrów, stawiam dziś na kulkę Blondie z pop up Truskawka 4 d i Truskawkę 24 mm z pop up Ananas Fluo. Nadszedł piątek zestawy wywiezione teraz tylko czekać na branie. Pogoda jest piękna, słoneczko grzeje, czas na śniadanko i piwko. Obserwuję wodę ponieważ jest tafla i widać, że ryba żeruje, więc jest nadzieja. Pierwsze branie „piiiiiiiiiiiiiiiiiiiii”, odjazd lecę do wędki, podnoszę kij i jest, siedzi. Czuję, że to coś ładniejszego, nie szaleje w wodzie, ale idzie ciężka masa. Jeszcze trochę i będzie, ale 15 m od brzegu zaczyna dopiero pokazywać jaki jest silny. Robi kilka odjazdów i po 10 minutach mam go w podbieraku. Jest ładny, nie grubas, ale smukły, długi. Blondie skuteczne, krótka sesja zdjęciowa i wraca szybko do wody.





Jestem bardzo zadowolony dzwonie do kolegów się pochwalić, a tu kolejny odjazd na środkowym kiju na Truskawkę 4 d. Lekko przycinam i jest, aż nie wierzę. Super teraz tylko go wyholować tak jak poprzedniego. Idzie dość łatwo i znów zaczyna szaleć parę metrów przy brzegu. Żona Marta gotowa do podebrania, jest zwinny ruch i misiek jest w podbieraku.





Jestem „Mega” zadowolony, czyżby zmiana odległości i nęcenie parę dni przyniosło rezultat, czy po prostu karpie się pokazały w łowisku. Nie ma się co teraz zastanawiać trzeba się zająć miśkiem. Sesja i wraca do wody. Myślę sobie, dziś może być dobrze, szybko montuję nowe zestawy i wywożę. Dodając teraz do zanęty kukurydzę z konopią, może trafi się amur. W sobotę po 4 dniach upałów nadeszła burza. Gdy zaczęło wiać i padać schowaliśmy się do namiotu, a tu zaczęło szaleć. Szybko mamy wodę w namiocie, bo nie mamy podłogi i tak prawie do końca dnia. Zwinąłem wędki w oczekiwaniu na nowy dzień. Praktycznie całą niedzielę nic się nie działo. Żeby zabić nudę graliśmy z żoną w karty. W tym dniu niestety już nic się nie wydarzyło. Nadszedł kolejny dzień, zrezygnowani brakiem brań w ciągu dnia, żona położyła się spać koło 22.00,



a ja usiadłem na krześle przy kijach, ale szczerze nie miałem już nadziei, że coś piknie, a tu niespodzianka około godziny 22.40 ostry odjazd na wędce z Truskawką 4d i ananasem. Idzie bardzo opornie i ciężko. Będzie ładna rybka i w pewnym momencie ryba wchodzi w drogi kij i ciągnie dwa zestawy. Kurcze myślę - stracę ją - ale razem z żoną jakoś staramy się wyplątać rybę z plecionki. Po kilku minutach udaje się, jest ciemno i ciężko ocenić z czym walczymy, ale na pewno nie jest to żaden malec. Jak się później okazuje „jesss” piękny karp pełnołuski, ale kloc. Jest koło godz. 23.05, wyciągam rybę na matę, ale jest piękny. Myślę co tu zrobić - tak piękny misiek - a tu noc. Uradowany wykonuje zdjęcie karpia na macie dla kolegi Grzegorza i wysyłam mu zdjęcie. Ważę 3 razy, waga wskazuje 22,800 następna po chwili 22,650 i ostateczna 22,600. Postanawiam przetrzymać rybę w worku do rana. Warunki do tego mam świetne, wchodzę parę kroków od brzegu i mam już 1,2 m głębokości. Dowiązuję do worka 10 m linki i mam pewność, że moja zdobycz jest spokojnie na głębokości 3 m. Po minucie telefon od Grzesia „ale smok, jest piękny”, chwilę pogawędki i kładę się spać, ale długo nie mogę zasnąć zastanawiając się, czy aby na pewno nic się nie stanie mojej złotej rybce. Około 00.40 zasypiam. Wstaję skoro świt koło godz. 4.00, szykuję zestawy, a tu niespodzianka jakiś wędkarz siada koło mnie, ale ok, miejsca jest sporo, nie przeszkadza mi w niczym, więc niech spokojnie łowi. Około 8.00 zwija się bo leszczyki słabo biorą i wtedy mogę spokojne przyjrzeć się mojej złotej rybce. Piękne słońce rozświetla jego łuski „ale jest piękny”. W blasku wygląda jak złota rybka i dla mnie jest złotą. Sesja zdjęciowa i misiaczek wraca w super kondycji do wody. Dodam, że sesja nie była prosta, bo bardzo odpoczął przez noc, ale jestem szczęśliwy.







Teraz już mi nic więcej nie potrzeba, marzenie spełnione, dzięki przyjacielu i do zobaczenia jeszcze kiedyś. We wtorek ok. 13.00 mam branie - i zdziwienie - lewy kij Racicznica 4d z ananasem pływaczkiem. Na trzech z czterech kii są te same przynęty Truskawka z ananasem i wspomniana racicznica 4d z ananasem. Akurat był w odwiedzinach u mnie kolega Grzegorza i załapał się na branie. Po krótkim holu ląduje taki maluszek 11,500.





Wywożę ponownie zestaw z tą samą przynętą, która była w wodzie od rana. Żegnam się z kolegą i idę się kimnąć. Wstaję na późny obiad koło 17.00, a tu cisza, ale jakoś nie przejmuję się tym, przecież mam już swoją złotą rybką.





Kolejne branie o 19.00 i mój uśmiech mówi wszystko prawy kij z wiadomo truskaweczką, chwila holu i jest karpik 15,500.





Najbardziej się cieszę, że miski chcą brać i 100% skutecznych zacięć, a z tym bywa różnie. Dnia następnego tak jak co dzień wstaję o 4.00, szykuję zestawy i z żoną wywozimy je. Te same przynęty, ta sama zanęta, nie ma co kombinować i znów czekanie. Odwiedził mnie przypadkowy wędkarz, który łowił kilka stanowisk koło mnie, usiedliśmy przy piwku, a tu nagle odjazd lecę do wędki, podnoszę i czuje duży opór, misiek wyciąga jakieś 15, 20 m plecionki i skręca w lewo. Hmmm czyżby pan wąsaty, żaden karp nie uciekał mocno w lewo, ale nic okaże się co mam za przeciwnika. Sąsiad doradza mi, że mam iść bardziej w lewo, bo tam jest jakiś krzak zatopiony lub konar, ale jakoś udaje się wymanewrować rybę i omijam zaczep. Znów ciężka praca, ja zwijam 2 metry on wyciąga 5, silna ryba, żona po pas w wodzie szykuje się podebrać, a tu nic z tego. Po 20 min. wreszcie widzę jest ładny, ale jeszcze go nie mam, jeszcze chwila i mamy go, jest piękny. Oddaje kij żonie, a ja zwijam siatkę podbieraka i niosę karpika w wodzie. Po chwili jestem już na brzegu, podnoszę siatkę „iiii upppsss”, kurcze ciężki, wygląda mi, że będzie dobra waga, kolega przybija mi piątkę, nie dowierza, „ale kolos”. Zakładam worek taruję wagę i ważymy „haaaaa” ja nie wierzę „jessss” waga wskazuje 20,600. Kilka zdjęć w wodzie, żeby nie męczyć miska na brzegu, bo żar lał się z nieba.







Ale jestem szczęśliwy „jupiiii”, pijemy po piwku, żeby opić rybkę i rozstajemy się. Kolega wraca łowić do siebie, jestem tak szczęśliwy, że znów dzwonie do kolegi Grzegorza i chwalę się. Kolejny dzień pełen emocji, nawet nie wywożę tego zestawu, muszę po prostu odpocząć. Po dwóch godzinach odpoczynku wywożę zestaw, ale jestem tak szczęśliwy, że już chyba mnie nic nie zdziwi, aż do godziny 21,45. Odjazd, ale coś jest nie tak, coś opuszcza swingera czyli płynie do brzegu. Czyżby to nasz przyjaciel z azji amur, ale nie. Niż zdążyłem coś nawinąć luz jakby pusto. Okazało się, że to nasz kolega Sum, jeszcze poplątał zestaw wędkarza, który łowił koło mnie. Myślę kurcze sumy w łowisku, źle to wróży, ale cóż takie życie, nawet sum się skusił na Truskawkę 4 d i ananasa. Ważymy, waga wskazuje 19 kg, wędkarz obok proponuje mi czy dam mu go, żeby go uwędził. Jednak postanowiłem, że jak wszystkie moje złowione ryby wróci w dobrej kondycji do wody i tak się też stało, chociaż widziałem po minie, że wędkarz, któremu splątałem zestaw nie był zachwycony. Moja ryba, ja decyduje.





Pełni wrażeń zwijamy o 23.00 zestawy i kładziemy się spać, bo jutro ostatni dzień i wracamy do domu. Dzień jak co dzień, rano wstajemy zestawy z resztą zanęty wywozimy, jemy śniadanko i korzystamy z ostatnich godzin słońca i zasiadki, aż tu „pip pip piiiiiiii”, odjazd kurcze znów zapierdziel, ale co tam lekko przycinam i czuje znów duży opór. Po 20 min. zmagań mam go „haaaaa”, chyba kolejny ładny misiek, mordka mi się cieszy, krótka sesja, ważenie i zdziwienie 20,300. Trzecia dwudziestka, spełnienie marzeń.







Po jakimś czasie odwiedza mnie kolega Bogdan, bo już zabrakło mi Truskawki 4d, przywozi mi pudełko kulek. Biorę parę sztuk i rozmawiamy, pokazuje mu zdjęcie wczorajszego miska i dzisiejszego i stwierdza z uśmiechem, że na 90% to ta sama ryba, co wczoraj. Tym bardziej byłem szczęśliwy, że w tak krótkim czasie na tak dużym zbiorniku złowiłem dwa razy tą samą rybę. Zostaje mi około 1,5 kg kulek Czarna porzeczka i Truskawka, więc zostawiam je bo jeszcze przed spakowaniem chce wywieść zestawy.





Dzień powoli mija i ta myśl kurcze to już praktycznie koniec, ale wszystko co dobre szybko się kończy.


Około godziny 12.00 zaczyna mocno wiać i grzmieć, więc postanawiamy zakończyć łowienie i zaczynamy się pakować. Żal jechać, ale tak jak ja i żona jesteśmy zmęczeni i nie ma się co dziwić 13 dni dało nam w kość. Upały, wiatry, wielkie burze, łamiące drzewa i inne nie mile rzeczy jak przebita opona przez jakiegoś durnia, ale nie ma co rozpamiętywać złych chwil, tylko te dobre, bo był to nasz najlepszy wyjazd.







Nigdy nie spodziewałem się, że będzie tak owocny może, niektóre osoby stwierdzą, że na 13 dni co to za wyniki, ale ja twierdzę, że jest to bardzo dobry wynik nie znając zbiornika. Ze swojej strony chciałbym po raz kolejny podziękować wszystkim kolegom, ludziom którzy nam pomogli, nie będę znów wymieniać wszystkich, bo nie jestem w stanie, już to uczyniłem, ale podziękuje mojej kochanej żonie Marcie za 13 dni męczenia, wstawania, podbierania. Dziękuję Ci Kochanie za to. Jestem bardzo szczęśliwy. Z karpiowym pozdrowieniem Sebastian i Marta Carp Gravity