Porażki drogą do Sukcesu
Dodane przez Pawel dnia Maj 26 2014 21:04:52



Nowy sezon rozpocząłem na przełomie lutego i marca. Trwała jeszcze zima ale doczekałem się dwóch brań i złowiłem pierwszego karpia. Drugi wyjazd na tę samą wodę przyniósł mi kolejną rybę znacznie większą od swojego poprzednika. Dobry początek sezonu pomyślałem i zacząłem planować już bardziej konkretne łowienie na nowej wodzie. Zasiadkę zaplanowałem jeszcze w marcu na przełomie zimy i nadchodzącej kalendarzowej wiosny. Wybór padł na leśne jezioro, które ma około 35 hektarów powierzchni. Taka średniej wielkości woda, w której pływają zarówno karpie jak i amury grubo ponad 20kg. Bynajmniej tak na początku słyszałem. Oczekiwania i nadzieje były więc spore. Jedyny mój minus był taki, że jezioro to jest oddalone od mojego miejsca zamieszkania grubo ponad 200km. Droga więc na jego brzegi zajęła mi prawie 4 godziny, co na naszych drogach lokalnych jest naprawdę uciążliwe. Jednak czułem, że woda jest tego warta więc specjalnie nie narzekałem.


Rozszerzona zawartość newsa




Nowy sezon rozpocząłem na przełomie lutego i marca. Trwała jeszcze zima ale doczekałem się dwóch brań i złowiłem pierwszego karpia. Drugi wyjazd na tę samą wodę przyniósł mi kolejną rybę znacznie większą od swojego poprzednika. Dobry początek sezonu pomyślałem i zacząłem planować już bardziej konkretne łowienie na nowej wodzie. Zasiadkę zaplanowałem jeszcze w marcu na przełomie zimy i nadchodzącej kalendarzowej wiosny. Wybór padł na leśne jezioro, które ma około 35 hektarów powierzchni. Taka średniej wielkości woda, w której pływają zarówno karpie jak i amury grubo ponad 20kg. Bynajmniej tak na początku słyszałem. Oczekiwania i nadzieje były więc spore. Jedyny mój minus był taki, że jezioro to jest oddalone od mojego miejsca zamieszkania grubo ponad 200km. Droga więc na jego brzegi zajęła mi prawie 4 godziny, co na naszych drogach lokalnych jest naprawdę uciążliwe. Jednak czułem, że woda jest tego warta więc specjalnie nie narzekałem.







Jeszcze po drodze spotkałem się z kolegą z którym będę łowił i dalej już on prowadził po wąskich i coraz węższych ścieżkach prowadzących nad jezioro. Na szczęście po przyjeździe nad wodę świeciło piękne słoneczko. Woda naprawdę przepiękna i dość duża. Dookoła zbiornika jest las i większa część jeziora porośnięta jest trzciną. Brzegi dość trudno dostępne dla wędkarzy i często trzeba sobie samemu doprowadzić brzeg do porządku żeby mieć szanse na postawienie wędek.





Pogoda piękna więc wsiadłem w ponton aby poznać nieco jezioro o którym sporo słyszałem od kolegi, jednak wszystko i tak muszę sprawdzić sam. Powoli się ogarnęliśmy i wywieźliśmy po dwa zestawy, niestety miejscówek było znacznie więcej ale woda należy do PZW więc o trzech czy czterech wędkach można zapomnieć. Wieczorem siedzimy i obserwujemy wodę i rozmawiamy o tutejszych karpiach. W jeziorze pływa populacja mniejszych ryb pełnołuskich w przedziale 8-15kg oraz trafiających się większych lustrzeni nawet ponad 20kg. Ryby są w znakomitej kondycji, typowe dzikusy z leśnego, polodowcowego jeziora. Warto wspomnieć, że jezioro jest dość głębokie, większa jego część to kilkanaście metrów. Łowi się najczęściej blisko brzegu pod trzcinami i kołkami po starych kładkach lub zwalonych drzewach. To jednak stwarza spore niebezpieczeństwo utraty ryby zwłaszcza jak się wywozi zestaw na odległość 300 metrów. Zanim bowiem uda się dopłynąć do ryby może jej już dawno nie być na haku.





Do rana jednak nic się nie dzieje. Nie mamy ani piśnięcia co nas lekko niepokoi. Zmieniamy miejscówki jednak dopiero ostatniej 3 nocki zaczyna się coś dziać. W nocy po północy z zatoki mam branie, na delikatnego bałwanka o smaku muszli GLM 14mm. Po zacięciu ryba idzie w stronę brzegu i wchodzi mi w kołek zaraz po tym spina się. Niestety ryby nie udało mi się wyjąć. Tej samej nocy branie ma kolega z 300 metrów. Niestety tuż pod brzegiem około 10 metrów ryba się spina i nadal pozostajemy bez karpia na macie. Zasiadkę kończymy z zerowym wynikiem ale z nadzieją szybkiego powrotu.



Drugi wyjazd zaplanowaliśmy w to samo miejsce z tą różnicą , że postanowiliśmy ze dwa razy zanęcić aby zwiększyć swoje szanse na brania. Kwietniowa zasiadka ma trwać aż cztery nocki więc byliśmy bardzo pozytywnie nastawieni. Podczas zasiadki mamy 4 pory roku od wichury, po gradobicie i słoneczko. Niestety mija 3 nocki a my nie mamy czym się pochwalić nie licząc dwóch leszczy i małego karpika koło 2kg. Jesteśmy naprawdę zaskoczeni, przygotowane łowisko a ryby niema. Postanowiłem więc ruszyć na wodę i popływać pontonem. Może coś się uda dojrzeć i wyjaśni się o co chodzi, że my ciągle bez ryby. Sprawa właściwie szybko się wyjaśniła na drugim końcu jeziora. Zobaczyłem w zatoce kilka stad wielkich karpi, które jakby zebrały się tam wszystkie z całego jeziora. Widok był naprawdę imponujący a zwłaszcza jeden pełnołuskacz, który mnie doprowadził do tego miejsca. Wyskoczył pod rząd aż 4 razy tak jakby chciał mi powiedzieć, tu jesteśmy. To co zobaczyłem na metrowej wodzie pomiędzy jeszcze pognitymi roślinami zapamiętam na długo. Bardzo dużo karpi od 6-8kg po 12-15kg. Jednak dwa okazy zapamiętałem bardzo dobrze to ryby ponad 20kg i te właśnie chciałbym dopaść. Nie pływałem tam za długo bo nie chciałem ich tam niepokoić ale wiedziałem co zaraz zrobimy. Decyzja szybka przenosimy się na drugi koniec jeziora choć została nam ostatnia noc zasiadki. W takiej sytuacji nie ma nad czym się zastanawiać nawet jak bardzo ale to bardzo nie chce nam się zwijać i rozwijać całego sprzętu. Jednej nocki można bowiem złowić więcej ryb niż przez cały tydzień.



Przenosiny i wywiezienie zestawów w zatokę zajęło nam, całe popołudnie. Niestety kiedy nasze zestawy znalazły się w wodzie karpie jakby wiedziały co się szykuje i perfidnie zwinęły się z tego miejsca na dobre. Tak jak się spodziewaliśmy i ostatnia nocka mimo włożonej pracy nie przyniosła ani jednej ryby. Karpie już nawet w następny dzień nie pojawiły się w zatoce i rozeszły się po jeziorze. Jednak mimo drugiej zasiadki i 7 nocek bez ryby nie żałowałem ani zasiadek ani przenosin. Byłem pewien że zrobiłem wszystko co można było wtedy zrobić aby złowić karpia. Jednak nie zawsze się wygrywa i dlatego to jest w karpiowaniu najpiękniejsze. Porażki nas jednak nie zraziły, a bardziej zmobilizowały do przygotowania kolejnej zasiadki.



Tym razem postanowiliśmy nęcić na obszernym wypłyceniu w okolicy zatoki oraz w samej zatoce. Nie można się poddawać, zwłaszcza, że ja wiem, że one tam są. One te wielkie dwa karpie, a pewnie wszystkich nie widziałem, one tam są i ja muszę się do nich jakoś dobrać. Nie będzie łatwo ale to dobrze. Nęcenie teraz trwa od tygodnia. Po trzecim nęceniu mam bardzo dobrą informację. Wszystko co wylądowało w wodzie znika. Ryby nie pozostawiają w łowisku ani jednego ziarnka mimo tego, że po każdym nęceniu zwiększamy dawkę. Do wody lądują głównie pellet o smaku Arctic Krill i kulki 20mm o trzech smakach: extasy, smoked forest oraz Secret Forest z Black Horse serii. Dosłownie na dwa dni przed zasiadką apetyty nasze bardzo rosną jednak nie szykujemy się na specjalne sukcesy bo jak na razie mamy na koncie 7 nocek bez ryby. Jak na razie wygrywają karpie i to ze sporą przewagą.



Opis mojej przygody w tym momencie muszę zakończyć ponieważ pisząc ten tekst jestem na jeden dzień przed zasiadką i nie znam jeszcze jej zakończenia. Jak wrócę mam nadzieję, że wszystko Wam opowiem. Tymczasem życzę Wam połamania kija i lepszych wyników niż moje. Nie zrażajcie się do porażek bo one uczą nas pokory dla nas samych i karpi także. Do usłyszenia wkrótce.



Przyszedł czas kolejnej zasiadki. Wszystko było przygotowane zanęcone wcześniej czas było sprawdzić czy ryby mają ochotę na jedzonko. Tym razem przeprawiamy się całym sprzętem na pontonie do oddalonego o kilkaset metrów cypla i po rozłożeniu rozpoczynamy łowienie.



Pierwszej nocy nic się nie dzieje poza leszczami. Za to ranek budzi kolegę ostrym jazgotem. Jest karp i ostra jazda. Ryba ma w granicach dyszki a więc dobry początek. Po dwóch kolejnych godzinach branie następuje na tą samą wędkę u Michała. Tym razem ryba bierze z opadu, swinger leci w dół. Zacinka i jest spora rybka bynajmniej tak to wygląda. Ryba idzie w lewo i wkrótce nam się pokazuje. Jest to amur i to całkiem spory. Nie daje się podciągnąć do brzegu i nawet raz wyskakuje z podbieraka. Jest bardzo waleczny ale po 4 odjazdach ląduje w podbieraku. Wkładamy go na wagę która pokazuje równe 18kg. Obie ryby biorą na kulki Carp Gravity.
Kolejna noc nic się nie dzieje. Natomiast rankiem sam mam branie opadowe w stronę brzegu. Niestety jak tylko dobiegam do kija ryby tam już niema. Stwierdzamy, że to był amur, który szybko pozbył się haka i tyle go widziałem.



Następnie specjalnie w kolejne godziny nic się nie dzieje. Temperatura natomiast strasznie spada i mamy cały jeden dzień opadów gradu z deszczem, gdzie temperatura nie przekracza 2 stopni przez większość dnia. Jest gorzej jak w listopadzie, woda strasznie paruje, ale mimo tego pod parasolem dajemy radę zrobić grilla. Nadchodzi nasza ostatnia noc na tej zasiadce. Wczesnym rankiem Michał ma branie. Ryba ostro jedzie ze szpuli i ładnie szaleje. Po kilu minutach holu zostaje podebrana i już leży na macie. Po wyjęciu go z podbieraka już widzę że ryba ma ponad 20kg. Jeszcze tylko ważenie, gdzie waga pokazuje po odliczeniu worka 21,30kg. Wspaniały lustrzeń Gradek z wielkim brzuchem, jest naprawdę piękny. Robimy serię zdjęć i ryba wraca do wody. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze się skusi do brania.




U mnie niestety nic się już do końca zasiadki nie dzieje i wracam do domu o kiju. Mimo wszystko lody przełamane i były pierwsze ryby. Może wreszcie kolejnym razem i przejechaniu kolejnych setek kilometrów uda się coś położyć na macie. Teraz muszę tylko wyciągnąć wnioski z kolejnej zasiadki, bo przecież te bez ryby czasem uczą więcej niż te z rybami. Z pewnością jeszcze tam powrócę i przekażę dalsze informacje dotyczące moich połowów.



Kolejna zasiadka znów zaplanowana. Tym razem 3 nocki. Pogoda niestety nie nastraja optymistycznie bo w całej Polsce zapowiadają groźne ulewy. Mimo tego postanawiamy i tak pojechać. Tym razem siadamy ponownie w to samo miejsce, gdzie Michał złowił swoje duże ryby. Jeszcze tylko transport sprzętu karpiowego na kilkaset metrów i już zaczynamy działać.



Postanawiamy łowić na zmianę na wprost oraz zatokę. Pierwszej nocy mamy dwa brania z zatoki wśród nenufarów. Niestety karpie nas totalnie demolują i mamy już dwie stracone ryby. Dzień także nie nastraja optymistycznie, bo Michał traci kolejną rybę tym razem z miejsca na wprost. Niestety są tam zaczepy i czasem ryby w nie wchodzą. Jest coraz gorzej przegrywamy już 3:0 a więc nie jest dobrze. Kolejne branie jest moje. Tym razem podholowuję rybę w okolice brzegu i tuż przed trzcinami nawiązuję ostrą walkę. Jest jednak coś nie tak ryba dziwnie się zachowuje. Kiedy ją podpompowałem okazało się, że ciągnę ją razem z ponad dwumetrowym patykiem, którego wyrwałem razem z rybą podczas pierwszej fazy holu. Wiedziałem, że nie będzie łatwo bo karp owinął przypon tuż przy pysku o patyk. Kilka razy rybę zobaczyliśmy blisko powierzchni, oceniając ją na około 12kg pełnołuskacza. Niestety ryba wkrótce potem spina się a my z wielką załamką siadamy na fotelach. Jest 4:0 dla ryb co jest myślimy sobie aż taki pech niemożliwe.



Pomału się ogarnęliśmy i powywoziliśmy wędki już na noc. Około godziny 22 mam branie na truskawkę 4D plus pop up Naturals też truskawka. Mały karpik ląduje wreszcie na macie a my możemy powiedzieć, że zła passa przełamana i trzeba zacząć wyciągać te ryby. Sam się wtedy śmiałem, że do końca zasiadki ma być 9:4 bo inaczej nie wracam hehe.



Potem wszystko zaczęło się układać po naszej myśli. W nocy i do 9 rano wyciągamy kilka ryb i wyrównujemy wynik z karpiami. Nie są to duże okazy ryby z przedziału 4-11kg zarówno lustrzenie jak i pełnołuskie. Dziwił mnie tylko fakt, że na mojej lewej wędce już 2 dobę nic się nie dzieje a na pozostałe kije są regularne brania. Przecież wędka lewa znajduje się w naprawdę świetnym miejscu, gdzie widać po dnie, że tam żerowały ryby. Ale nic łowimy dalej. Zaraz potem mamy kontrolę kart wędkarskich w miłej atmosferze i czekamy dalej. Tuż przed 10 rano wreszcie odzywa się lewa wędka aż się zdziwiłem. Branie nastąpiło na Kryla 4D 20mm plus truskawka fluo polówka kulki 18mm. Holuję wolno bo ryba bardzo dziwnie idzie, czuję jakby po czymś tarła. Jest tam kilka kołków plus rośliny i nie jest z tego miejsca łatwy hol. Na szczęście udaje mi się podholować rybę dość blisko brzegu. Już widzę co zaczyna kombinować, próbuje wejść w trzcinowisko i wbite w dno kołki pod brzegiem, które tu licznie występują. Decyzja jest jedyna i szybka wskakujemy w ponton i odciągam rybę na głęboką wodę. Tam może sobie już szaleć. Czuję i wiem, że jest to duża ryba. Po 15 minutach mozolnego przeciągania liny nadal nie widzę co mam na haku. Ryba trzyma się dna a ja nie mogę jej podpompować. Nie chce robić tego na siłę bo wtedy może wszystko źle się skończyć. Męczę rybą, która co chwile robi mi spokojne i ciężkie odjazdy w różne kierunki zbiornika. Staramy się jednak trzymać rybę na głębokiej pozbawionej zaczepów wodzie.



Po około 20 minutach ryba wreszcie pokazuje się jakieś 1,5 metra pod powierzchnią wody i już widać po konturach, że będzie to ładny okaz. Jeszcze kilka wyjść ryby blisko powierzchni wody i już wiemy, że mam do czynienia z dwójką z przodu. Karp pięknie i wolno chodził pod powierzchnią wody i świetnie było go widać dzięki dużej przejrzystości wody. Widok jest naprawdę piękny. Wielki karp na haku i ja niepewny czy uda się go wyholować. Wreszcie ryba nabiera powietrza przewala się przy powierzchni i wpada do podbieraka. Puszcza mi adrenalina i jest mi bardzo gorąco. Jestem szczęśliwy jak nikt inny w tym momencie. Mam dwudziestkę w podbieraku na którą musiałem czekać aż 13 nocek. Opłacało się czekać i tak daleko jeździć bo takie chwile są naprawdę piękne.



Na brzegu ważenie, gdzie waga pokazuje ponad 22kg ale odejmuję masę worka i wychodzi dokładnie 20,70kg. Wspaniała dzika ryba w ogóle nie kłuta z czystym pyskiem to jest to co lubię najbardziej. Tak duże jezioro i taka wspaniała ryba na nią tyle czekałem choć wiem, że są większe sztuki. Jednak trzeba się cieszyć z każdej ryby bo to niezapomniane chwile. Jeszcze klikamy trochę fotek i wypuszczam rybę do wody. Wiem, że jeszcze tu wrócę aby na niego zapolować. Rybie dałem na imię Szermierz bo nie dość, że ładnie walczył to miał kilka szram na boku jak wojownik. Wreszcie wychodzimy na prowadzenie jest 5:4 dla nas.



Emocje opadły a my szykowaliśmy się na kolejną ostatnią już nockę. Następnie doławiamy jeszcze 3 ryby do 10 rano i zaczynamy się zwijać do domu. Ale zaraz jak to jest 8:4 a miało być 9:4 dla nas. Z uwagi na to, że dwudziestka liczy się podwójnie ogłaszamy wynik 9:4 dla nas bo co tam trzeba sobie jakoś radzić aby wyszło na nasze.



Zasiadka jak najbardziej udana nie tylko ze względu na dwudziestkę ale także ze względu na ilość brań, których na wcześniejszych zasiadkach było jak na lekarstwo. Mamy tylko nadzieję, że ryby się rozkręcą i jak wrócimy tutaj na kolejny wypad będą jeszcze lepiej brały.



Dziękuję Michałowi za świetną atmosferę podczas każdej z zasiadek.
Do zobaczenia nad wodą Paweł Szewc